niedziela, 29 maja 2011

Candy

Jak przystało na prawdziwą blogerkę ogłaszam pierwsze autorskie candy ...

Do wygrania książka mojego autorstwa z dedykacją i autografem oczywiście :)


Więcej o książce przeczytać można tutaj "`Pejzaż retro "

Zapraszam wszystkich chętnych - zasady niezmienne:
- poproszę komentarz pod tym postem w komentarzu proszę o umieszczenie adresu swojego bloga (do zabawy zapraszam także osoby bez bloga, jednak wówczas należy koniecznie podać swój adres mailowy, a o słodkościach można powiadomić np. na facebooku czy gdziekolwiek indziej)
- podlinkowanie zdjęcia z moim candy i umieszczenie na bocznym pasku Waszych blogów ,lub zamieszczenie krótkiej informacji.
 
- miło mi będzie jesli zasilicie liczbę obserwatorów mego bloga 


Candy trwa od 29 maja 2011 roku do 27 czerwca 2011 do godz 21.

jak dobrze nam głęboka nocą...

Chyba tak będzie,jak w tytule, bo wyjeżdżamy pod wieczór, czyli, gdy tylko się pozbieramy. Pozbieramy się, myślę, w ciągu dwóch godzin, licząc od godziny 15-stej. A później będzie " jak Bóg da". Raczej, jak będzie na drodze. Pojedziemy chyba trasą , która nazywam " widokową", bocznymi drogami. Nawierzchnia dobra, a bardziej pusto. I jakie widoki! Pięćdziesiąt euro za sztukę! Droga jest kręta, są serpentyny, ale na granicy Królówki i Leszczyny stoi stragan " Babci". Sprzedaje to, co rodzi bogata, małopolska ziemia . Zrobimy więc zakupy warzywne, a może i owocowe( truskawki?). Babcia jest wesoła i dowcipna. Miło z nią porozmawiać, pośmiać się, a i towar jest " pierwsza klasa". Czasem trafi się też ser domowej roboty, a niekiedy  i kiełbaska. Tej nie kupuję, bo moja wątróbka buntuje się. Mam wtedy klasyczny konflikt; kubki smakowe chcą, a rozsądek nie! Ale w związku z tym, że sobą JA rządzę, patrzę z pogardą na cudnie uwędzony i pachnący wyrób miejscowego rzemiosła masarskiego. Z żalem odmówię! Jędruś też nie może, bo mu się za szybko żyły pozatykają / rodzinne przypadłości/. Zresztą on ma więcej samozaparcia i rozsądku niż ja. I to zdecydowanie widać.
Powracając do tematu chat " Pod Arniołami", muszę pochwalić się, że właśnie przed momentem umówiłam się na jutrzejsze popołudniowe spotkanie z moim Dobrym Bóbrkowym Duchem, czyli Grażką. Przyjdą z Leonem, aby się z nami przywitać! Miło spędzimy popołudnie! Już czuję, że pobyt będzie świetny. I to jest ta dobra strona naszych czasów. Parę kliknięć w klawiaturę i już wiemy, że się spotkamy. Mam nadzieję, że dzięki Grażce od czasu do czasu coś napiszę. A jeśli nie, to prześlę zdjęcia i mój drugi Dobry Duch, czyli  moja Córa podtrzyma bloog przy życiu.

sobota, 28 maja 2011

gra w zielone

- Czy grasz w zielone?
- Gram!
-Czy masz zielone?
- Mam!
Bardzo popularna gra w zamierzchłych czasach mojego dzieciństwa. Śpiewano o niej piosenki. Od jutra będę się w nią bawiła w naszym dzikim ogrodzie. Mam nadzieję, że przestanie padać i te 400 km, które mamy do przebycia, przejdzie nam bezboleśnie. Ważne, aby było sucho. Z tego ciągłego jeżdżenia i wożenia,  połamały się nam pałąki, przytrzymujące plandekę.Jędruś już teraz zaczyna pakować na przyczepkę bagaże. Jest tego bezliku. Przez cały miesiąc gromadził w garażu, aby nie zapomnieć. Ja robiłam to samo w pokoju chłopców. Stoi tam; stary zegar, parę glinianych garnków, stara, belgijska waza na zupę, tzw. gliniaczki, wielki anioł, który ma zawisnąć na ścianie. Są też jakieś duperele, które robią klimat oraz rzeczy praktyczne, bez których nijak...itp. itd.  Chcemy do końca urządzić nasz drugi dom, aby było wygodnie , aby ci, którzy skorzystają z naszej oferty i będą chcieli spędzić urlop w chacie " Pod Arniołami", poczują się tu jak u ukochanej ciotki, babci, przyjaciółki...Zależy nam, aby zbudować odpowiedni klimat do zakochania się w Bieszczadach i Arniołach.
Zamierzam zabrać ze sobą trochę książek i nadrobić czytanie, notebooka, aby skończyć korektę książki, farby, płótna i pędzle, bo a nóż będę malowała. Mam nadzieję, że prócz tego będę nosić, grabić, siać, pielęgnować i pomagać Jędrusiowi.  Śmiało mogę być pomocnikiem majstra i ogrodnika! Zakupiłam rękawice! Mam też ogromną ilość dobrych chęci, a to już coś!!!

piątek, 27 maja 2011

zamyślony Arnioł

W ubiegłym roku, pewnego czerwcowego popołudnia przemknął się między chatami. Gdy podjeżdżałam do bramy mignęły mi czubki jego skrzydeł. Zazwyczaj nie daje się przyłapać. O jego istnieniu świadczą zazwyczaj jedynie ślady na fotografii; a to złapany rąbek zwiewnej sukienki, a to złote obwódki skrzydeł w koronach drzew. Myślę, że tańczył tam z innymi i tak się roztańczył, że nie zdążył na czas uciec. Jest bardzo ciekawski. Myślę, że dlatego dwa lata temu pojawił się na fotografii. Wyzierał z okna chaty. Gdy mnie nie ma, tęskni. Sfruwa wtedy i siada na przyzbie. Myśli. A może szykuje się do tańca w różowych zatokach nieba? Raz nie wytrzymał tęsknoty i wkradł się w mój sen. I oto jest. Tęskniący, zamyślony. Pojutrze spróbuję go przyłapać!

czwartek, 26 maja 2011

sielskie klimaty

Nie ma to jak po męczącym, gorącym dniu zawiesić oko na perlącej się wodzie, kwitnącej łące i świeżej, bujnej zieleni drzew porastających Berdo.
Sielsko, anielsko!!! Prawie czuję zapach trawy i ziół. Na starość robię się sentymentalna, jak pensjonarka. Oczyma wyobraźni widzę siebie opartą o pień drzewa. Siedzę sobie w cieniu, mrużę oczy, bo woda błyszczy. Wokoło cisza, tylko ptaki śpiewają i brzęczą owady.
Świat gdzieś tam sobie jest.Daleko ode mnie. Ludzie gdzieś gnają, coś chcą, a ja po prostu pławię się w spokoju, zapachach i cieple dnia. I jest mi nieskończenie dobrze!!!

środa, 25 maja 2011

do lata piechotą będę szła

Stosy papierów, pośpiech! I myśl; " Zanim wezmę urlop muszę maksymalnie zapracować na wolne". Zatem, gnam jak zwariowana, aby więcej i więcej! Gdzieś w wymęczonym wnętrzu drzemie wielka tęsknota za stanem błogiego lenistwa. Za tym, co część moich " klientów" ma codziennie. Zwykle dziwię się im, że tak potrafią i nic nie jest w stanie zmotywować ich do jakiegokolwiek wysiłku. Ani ubóstwo, ani potrzeby. Przyglądam się im i zadziwiają mnie. Jak niewielkie trzeba mieć potrzeby, aby tak bezwolnie dawać unosić się czasowi. Są jak te listki na wietrze. Serfują sobie w życiu, starając się utrzymać na życiowej fali; " byle do jutra, byle przeżyć". Gdy motywuję, aby troszkę sobie posterowali, patrzą na mnie z obrzydzeniem. Sama myśl o wysiłku brzydzi. Więc i ja brzydzę, gdy tak sobie motywuję. Ostatnio coraz gorzej u mnie z motywacją, bo myśli same uciekają hen, ku Bieszczadom i chatom. Chętnie nawet piechotą poszłabym... Zostało mi jeszcze dwa dni pracy zawodowej i już, już !!!
No właśnie , gdy jeszcze przez dwa dni potyram, pomęczę się, aż do zawrotu głowy, to w piątek wieczorem pomyślę; ZASŁUŻYŁAM !
Wymęczona, niedzielnym popołudniem wyruszę z Jędrusiem ku Arniołom. Mam nadzieję, że starczy mi urlopu, aby odpocząć! Czy to nie absurdalne?

wtorek, 24 maja 2011

w jeziorze pływa

Z tytułem skojarzyła mi się pewna piosenka, która powstała na bazie słów - " po stawie pływa".Muzyka była jazzowa, a może i nie, bo nie za bardzo znam się. Grano na czym kto mógł.
A mogły jedynie dwie osoby; na akordeonie i na łyżkach. Tak , łyżkach! A jak! Tańczono na stołkach. Pamiętam , że osób tańczących było dwie. I to kobiety!Czarna i blondyna.
To historia sprzed...,a tak na okrągło sprzed pół roku i paru sylwestrów do tyłu. Było to w Bóbrce i nie tylko, bo również w Górczance. Szalone towarzystwo, świetna zabawa, która została uwieczniona w słowach tejże piosenki, naprędce napisanej, gdy autorka odpoczęła już w domowych pieleszach i przetrawiła nie tylko dziczyznę, ale również wszystkie wydarzenia... Piosenka była czymś w rodzaju kroniki szalonej zabawy. Refren zmieniał się i było to np; "w jeziorze pływa kufelek piwa..." lub " po stawie pływa Marysia żywa.." ... Ach ! Piękne wspomnienia o wspaniałych ludziach ( Michał już nie żyje) i o dobrej zabawie. Po Sylwestrze, rankiem deklarowaliśmy dozgonną wierność sylwestrowym zabawom w Bieszczadach.Jaka szkoda, że jak to w życiu, wszystko zmienia się, również kierunek, w którym jeździmy na wakacje i na Sylwestra.
Teraz mogę mieć jedynie nadzieję, że nie tylko ja wsiąknęłam na dobre w Bieszczady!