Tego kwietniowego, niedzielnego poranka bardzo jasno uświadomiłam sobie, że już od początku marca jesteśmy w stanie uwięzienia. A tegoroczna Wielkanoc będzie dla nas trudna, bo spędzimy ją tylko we dwoje. Dzieciaki i wnuki pozostaną w swoich domach kilkaset kilometrów od Bieszczadów. Nie będzie wesołego lanego poniedziałku, radości wnuków podczas szukania zajączka w naszym miejskim ogródku, wspólnego dzielenia się jajkiem i wspólnego wielkanocnego śniadania. I w tym momencie łezka zakręciła mi się w oku, bo bardzo tęsknię za rodzinką. Jednak szybko się ogarnęłam. Nie, nie będę siebie dobijać! Człowiek nie powinien tracić na zamartwianie się całej niedzieli. Wystarczy część poranka . Podeszłam do okna i spojrzałam na rozświetlony słońcem stok Berda. Przynajmniej wiosna stara się osłodzić nam trudny czas i ogrzewa ziemię . Wystartowały pojedyncze listki. Rozkwita coraz to nowa partia wiosennych kwiatów. Cud odradzającej się natury!
Cieszy mnie ten cudny czas, pomimo mojej alergii na jakieś pyłki drzew, które na wyścigi starają się wypuścić listki. Puchną mi oczy, zatykają się zatoki i musiałam zacząć zażywać aleric. Szczęście, że pomogło!
Już psychicznie ogarnięta upiekłam na niedzielne popołudnie małe rogaliki drożdżowe i usiadłam w słoneczku na tarasowych schodkach. Ciepełko rozlało się po czerwonej chuście, pogłaskało mnie po ramionach i twarzy. Wystawiłam ją do słoneczka. Wprawdzie wiała znad zalewu zimna bryza i rozwiewała mi włosy, ale w chuście nie czułam chłodu. Zasiadłam do telefonu. Koleżanka z byłej pracy miała w tym dniu urodziny, więc fałszując, ale pełna dobrych chęci odśpiewałam z Jędrusiem i dwiema innymi koleżankami, podłączonymi kamerkami do wspólnej wizji, symboliczne " Sto lat". Humor zdecydowanie mi się poprawił, gdy zobaczyłam swoje koleżanki, wnuczki, wnuków. Porozmawiałam z Luckiem, Karolą, Stellą i Kamilem, obejrzałam kolorowe figurki dinozaurów, które dostał Kornel. Na dodatek Lucjan przysłał mi zdjęcie miejskiego ogrodu , w którym rozkwitły wiosenne kwiaty. W duszy mi pojaśniało, smutne myśli uleciały. Po obiedzie nadal świat rozświetlały promienie słońca. Poszliśmy na spacer. Obeszliśmy naszą Wyluzowaną. Sprawdziliśmy z trzech stron ogrodzenie działki. Jędrek naciągnął poprzeczny drut, utrzymujący siatkę, bo zbytnio poluzował się, poprawił jakieś oczka siatki... Ja szłam łąką wzdłuż ogrodzenia i oglądałam naszą cudną posiadłość z zewnątrz. Słońce oświetlało stoki kozińca. Część łąki tonęła w cieniu, ale chaty widać było, jak na rozświetlonej reflektorami scenie. Nasza codzienna scenografia wiejskiego życia przedstawiała się malowniczo.
Za pięć minut dogonił mnie Jędruś i poprowadził wzdłuż chaszczy, ścieżką zwierzaków, zamieszkujących pobliski, odgrodzony od łąki, pusty teren po ośrodku Orlenu. Za ogrodzeniem jest nieczynna oczyszczalnia ścieków ośrodka oraz jakieś ujęcia wody, a także alejki, miejsce na place zabaw dla dzieci. Od kilkunastu lat zawładnęła tym miejscem przyroda i stał się matecznikiem saren, dzików, lisów i kto wie jakich jeszcze zwierząt. Lisią rodzinę już poznaliśmy, bo obserwujemy ją z tarasu. Lisie dzieciaki często są szkolone na pobliskiej łące przez polującą mamę. Rozśmieszają nas, gdy odbijają się od podłoża łąki i na cztery łapki spadają na ofiarę, pewnie jakiegoś zagapionego gryzonia. Przypomniałam sobie nasze kotki; Miszkę i Maszkę, które również u swojej mamy , Kizi-Mizi pobierały lekcje polowania. Pomyślałam sobie, że świat zwierząt jest bardzo mądry i niesamowicie praktyczny. Dzieci uczą się tego, co im niezbędne jest do przetrwania. Jak dalece my, ludzie odeszliśmy od tego modelu edukacji. Uczymy się mnóstwa rzeczy niepotrzebnych do życia. A to co najbardziej istotne nie potrafimy zrobić, przynajmniej wielu z nas. Patrzę na swoje wnuki,bardzo mocno przeciążone nauką. Jakby tak dobrze wykręcić materiał szkolny, pozostawić to co najważniejsze i najbardziej potrzebne, to niewiele by pozostało. Nie chciałabym okazać się zrzędliwą babą, ale nie mogę powstrzymać się przed wspomnieniem swojej edukacji. Już w szkole podstawowej nauczono mnie szycia, gotowania podstawowych potraw, najpotrzebniejszych napraw domowych. Poza tym moja edukacja w zakresie szkoły podstawowej i średniej pozwala mi na całkiem niezłą orientację w historii, biologii, czy też geografii. A teraz gdy oglądam w tv popularne teleturnieje zadziwiona jestem bezmiarem niewiedzy młodych ludzi. Ale to tak na marginesie. Wracając do tematu naszego życia w Wyluzowanej; wieczorkiem obserwujemy też sarny z małymi sarenkami, które przed zapadnięciem zmroku wychodzą na skraj łąki aby napaść się do syta.
Na niedzielnym spacerze, gdy Jędrek poprowadził mnie w chaszcze właśnie jakąś zwierzęcą ścieżką, natknęliśmy się na sarenkę. Po drodze zobaczyliśmy też zryty przez dziki spory plac pomiędzy młodnikiem. Na skraju łąki połamane gałęzie i otarcia kory na młodym drzewku świadczyły, że jakiegoś jelonka bardzo mocno swędziały parostki. Starał sobie ulżyć, ocierając się o drzewko i trochę je zdewastował. Dochodziła godzina dziewiętnasta, gdy wracaliśmy do chaty. Zawilce przygotowały się do snu, stulając płatki. Na trawniku do snu szykowały się krokusy i żonkile.
Dziś, gdy to piszę ten post , jest poniedziałkowe popołudnie. Jędrek uwędził w naszej małej wędzarni trzy szyneczki. Wcześniej przygotował dojrzewający schab, który zasypany ziołami obsycha w naszej laubo-spiżarni. Jutro wyślemy po schabie i szyneczce każdemu z naszych dzieci, aby miały choć namiastkę wspólnej Wielkanocy. Zrobiłam listę zakupów, więc przy okazji wysyłania paczki z leskiego paczkomatu In-Postu, uzupełnimy nasze zapasy aby coś tradycyjnego przygotować na nasze samotne święta. Jeszcze sześć dni. Co się jeszcze wydarzy? Siedzimy w chacie, a tyle wokół się dzieje! Dziś dopadła nas informacja, że w pobliskiej Solinie w ośrodku na Jaworze mają być umieszczeni w kwarantannie ludzie, którzy dzisiaj przylecieli do Rzeszowa z Mediolanu. Koronawirus osacza nas coraz bardziej, nie tylko w wiadomościach wyzierających z ekranów.
Kończąc przedświąteczną relację z naszego miejsca odosobnienia w Wyluzowanej, życzę wszystkim gościom ChatoMani dobrego, pozytywnego i zdrowego tygodnia. Do następnego postu.









































































