środa, 3 kwietnia 2019

Różne klimaty




     Zmiana czasu z niedzieli na poniedziałek zaburzyła nam trochę funkcjonowanie, bo nagle okazało się, że wprawdzie trzeba wcześniej wstawać ale i dnia zrobiło się nagle dosyć sporo. Zmierzcha dopiero około 19-stej. I do tego od paru dni świeci słoneczko. Poranek wita nas zdecydowanie bardziej optymistycznie. Chce się wcześniej wyskakiwać z łóżka. Jest też coraz cieplej. Nie są to tak wysokie temperatury jak we Wrocławiu, bo tam wiosna całą gębą, ale  nie ma porównania z tym, co było. Wreszcie mogliśmy w Sanoku wypożyczyć glebogryzarkę i ruszyć na podbój nieużytku. Maszyna okazała się cudowna i szybko rozprawiła się z tym, co pozostało z trawnika po  inwazji dzików. Po spulchnieniu, rozgrabieniu ziemi, mogłam posiać trawę. Córka wieczorem zapytała mnie, czy siałam tak , jak "za pierwych", czyli szłam z płachtą zawieszoną u szyi, sięgałam po ziarno i zamaszystym ruchem rozsiewałam wokół ziarna. Bardzo rozczarowała się, że nie użyłam płachty, tylko plastykowego wiaderka .Reszta mojej opowieści zadowoliła ją, bo rzeczywiście sięgałam garścią po podłużne ziarenka i rozsiewałam, jak staromodni siewcy. Robiłam to po raz pierwszy. Później posłużyłam się współczesną techniką łatania dziur w jezdniach, czyli jak już masa asfaltowa ląduje w dziurze, przychodzi robotnik drogowy w wysokich gumowych butach i depcze. Ja deptałam nierówności terenu z zasianym ziarnem. Później wywalcowaliśmy całość  metalowym walcem i mam nadzieję, że trawnik będzie tak ładny, jak przed rokiem. Rankiem następnego dnia zauważyłam, że potencjalny przyszły trawnik bardzo spodobał się ptakom. Spożywały na nim niedzielne śniadanko.
Mam nadzieję, że starczy i dla ptactwa. Może nie będzie łysych polanek?

Obecny tydzień jest bardzo pracowity. Przyspieszyła przyroda. Na stoku kwiaty prześcigają się w kwitnieniu. Jakby chciały dopędzić przyrodę z cieplejszych regionów naszego kraju. Nam też czas ucieka, bo trzeba będzie wracać do miasta. Tata fatalnie funkcjonuje i siostra ma z nim pełne ręce roboty. Niewiele teraz jej pomogę ale przynajmniej będzie miała psychiczne wsparcie i świadomość, że jesteśmy pod bokiem i w razie czego możemy pomóc. Teraz jesteśmy daleko.
Na dodatek NFZ nie pomaga ludziom, którzy opiekują się osobami starszymi. O zapaści służby zdrowia nie będę pisała, bo wszyscy doskonale wiemy, jak wygląda sytuacja w szpitalach, na SORach, w kolejkach do specjalistów. Tata ma zaklepany termin do  specjalisty endokrynologa na 9 kwietnia. Zapewniano nas, że zostanie tam zawieziony karetką pogotowia. Niestety wczoraj okazało się, że nie ma wolnych karetek i nie wiadomo, czy w dniu 9-go będą. Tata nie chodzi, nie ma mowy aby bez pomocy ratowników można było go zabrać do specjalisty.  A badanie jest konieczne. Inaczej jest , gdy czytamy o zapaści służby zdrowia, a inaczej gdy to nas lub naszych bliskich bezpośrednio dotyka.
        Na razie gnamy z pracą , byle zrobić więcej, bo nie wiadomo kiedy będziemy mogli znowu tu przyjechać.

3 komentarze:

  1. Ciągle łatam trawnik i po posianiu przykrywam go włókniną bo już były wiosny, że co posiałam to ptaszki wydłubały.
    Nikt nie pomaga ludziom, którzy opiekują się osobami niepełnosprawnymi, 16 godzin na miesiąc od państwa, gdy chory i stary wymaga 720 godzin.
    Ale dobrze, że mamy taki azyl gdzie można odsapnąć i odpocząć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz trawnik na razie w sepii. Może ruszy za dzień, dwa i przed naszym wyjazdem zmieni odcień na bardziej zielony.
    A co do azylu, to przyznam Ci się,że chętnie w tym roku pomieszkałabym tu wiosną dłużej. Ale musimy niedługo wracać do miasta , siostry i taty. Zaczęłam tu odtruwać się po zatrutym miejskim powietrzu. Dwa tygodnie temu benzenu w powietrzu było w Kędzierzynie ponad 1000 %. Nic dziwnego, że mam kłopoty ze skórą , oskrzelami itd. Zaczęłam też medytować i ćwiczyć pillates oraz elementy jogi. Resetuję się jak mogę.I wdycham to bieszczadzkie powietrze oraz radość z przebywania w chacie. Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko. :))

    OdpowiedzUsuń
  3. wiosna nareszcie:): PozdrawiamW

    OdpowiedzUsuń