Była bardziej kolorowa i bujniejsza. Drzewa rozrastają się.
Trawa gna do góry na potęgę. Koszenie nie powstrzymuje inwazji ziół, traw, kwiecia. Moje roślinki, nasadzone z końcem maja w pojemnikach szaleją. Pogoda sprzyja . Mokro, ciepło...to i rajsko.
Jaśmin wyrósł i w czerwcu pokazał swoją urodę.
Widzę go z okna kuchni. I przyprawia mnie o dobry humor.
I piwonie rozrosły się, aż miło.
A zachody słońca są tak bardzo widowiskowe, że nie muszę szukać za granicą pięknych widoków.
Teraz jest okres kwitnienia liliowców.
A pewnego dnia pojawiła się zabiedzona i zaniedbana kotka. Wybrała Wyluzowaną i nas. Zrobiło się nam żal zakleszczonej, zapchlonej kocicy. Zaczęliśmy dokarmiać. Odpchliliśmy, odkleszczyliśmy. I została. Adoptowała Wyluzowaną.
Nazwałam kota Kiziamizia, bo to jest ONA i lubi się łasić. Reaguje na nasz głos oraz imię.
Gdy na cały tydzień wyjechaliśmy do miasta, serwowaniem jedzenia zajęła się nasza znajoma. Podawała do miski to, co zostawiłam dla kota w lodówce i zamrażarce. Wołała, ale kot nie przybiegał. Tylko z miski znikało jedzenie. Gdy pojawiliśmy się w niedzielny wieczór, kotka przybiegła do samochodu i głośnym miałczeniem wyraziła swoje pretensje. Później miałam problemy z dojściem do domu, bo stęskniona wiła się między moimi stopami. Nakarmiona, napojona zniknęła , aby pojawić się następnego dnia. Jest bardzo niezależnym kotem. Ale dobrze słyszy, gdy rankiem wstajemy. Wtedy przybiega pod okno i domaga się śniadania.
A to ziemniaki z workowych upraw mojego męża. W jutowych workach rosną sobie pomidory i ziemniaki. Już było pierwsze podbieranie kartofelków. Są i to w dużych ilościach.
A zamiast tyczek do pomidorów Jędrek użył sznurków.
Brakuje nam jeszcze ogórków. Postanowiliśmy w przyszłym roku nasadzić je pod płotem, aby wspięły się po siatce.
No i mamy już sporo nasuszonych grzybków z naszej Wyluzowanej i okolic. I takim oto sposobem staliśmy się wieśniakami.
Zrobiłam też prawdziwy barszcz ukraiński, z zakwasem ogórkowym i pomidorami. Tylko zamiast fasoli zgotowałam bób. Pychota!
Mamy też floksy z babcinego ogródka, ale pachną! To zapach lata w moim rodzinnym ogródku.Zapach wakacji z dzieciństwa.
Mamy też poziomki na skraju ogrodu.
A dziś rano Kiziamizia pochwaliła się złowioną myszą. Pokazała, że nie jest darmozjadem. I zapracowuje na pełną miskę.















































