poniedziałek, 13 stycznia 2020

gdy jeden rok się kończy, a drugi zaczyna


        Zanim przyjechały dzieci, w Bóbrce było jesiennie. Czułam zbliżające się święta jedynie na zakupach. Wyjeżdżaliśmy do Sanoka aby hurtem załatwić wszystkie sprawunki. Nie lubię buszowania po sklepach, a kłębiące się tłumy mnie przytłaczają. Zdecydowanie bardziej lubię samotne spacery wzdłuż zalewu , chociaż wszelkie możliwe odcienie szarości, które w przedświątecznym okresie zasłały pobliskie krajobrazy, nie zachęcały do spacerów. W chacie trwały przygotowania do przyjazdu gości. Córka z rodzinką przyjechała w przedświąteczną niedzielę. Z Wrocławia miała wyjechać rankiem ale jak przewidywałam, zrobiło się z tego południe. Tłok na autostradzie, nienajlepsze warunki drogowe itd...tak więc  byli w chacie grubo po zmroku, a w zasadzie już wieczorem. Poprzedniego dnia Jędrek wędził szynki, boczek i polędwicę. Zrobił też nowy rodzaj wędliny, polędwicę dojrzewającą. Miałam co do niej duże zastrzeżenia, bo mięso robi się bez wędzenia, starym sposobem zasypując solą, potem cukrem( lub na odwrót). Następnie wielką ilością ziół. Polędwica musi wisieć po parę dni w odpowiedniej temperaturze. Na dojrzewającą polędwicę poświęciłam swoje nowe rajstopy. To z nich była siatka na mięso. Nogawka z rajstop potrzebna była aby zioła się nie wysypywały. Muszę przyznać, że wyszedł prawdziwy rarytas, szczególnie dla miłośników  surowej szynki wędzonej i tym podobnych wędlin. Ja jestem średnią miłośniczką mięsa , a ostatnio kiełbas nie tykam się prawie wcale.

Kiedy wędliny były gotowe, pasztet piekł się w piekarniku, buraczki z chrzanem i kminkiem upchane były w słoikach, zakwas barszczu czekał na ugotowanie, grzyby i owocowy susz moczyły się w garach, przyjechała rodzinka. Tym razem tak rozłożyłam sobie pracę aby na ostatnią chwilę nie zostało zbyt dużo czynności. Nie lubię przedświątecznego zdenerwowania, pretensji o byle bzdety, które zakwitają jak wiosenne kwiaty w szale atmosfery " zdążymy przed pierwszą gwiazdką, czy też nie".
Moja strategia okazała się dobra, a i tak pracy, którą można wykonać jedynie w ostatniej chwili zostało dosyć sporo. Oczywiście tego dnia nie było już mowy o żadnej pracy, bo trzeba było się wyściskać, opowiedzieć co nowego i jak tam podróż, a iluż to wariatów pojawiło się na drodze, co chłopcy jedli na obiad itp. , rozlokować się po pokojach. Jak tylko najmłodszy poszedł spać, a starsi chłopcy zniknęli w swoich pokojach, mogłam wreszcie nacieszyć się córką i wspólnie zaplanować pracę na poniedziałek i część wtorku. Około 1-wszej towarzystwo udało się na spoczynek. Usnęłam szczęśliwa , choć otumaniona mnóstwem  gwaru i energii, którą przywieźli ze sobą.

 Kolejne dnie to była wisienka na torcie. Piekłyśmy, nadziewały, kroiły, gotowały, dosmaczały...
A  w Wigilię z rana panowie udali się na obchód  naszej posiadłości, celem wycięcia najbrzydszej, najsłabszej, najpokraczniejszej choineczki, bo taka co roku wita w nasze progi aby stać się królową.
 I tak było tym razem. Pozwalamy Kopciuszkowi tańczyć na balu!

Przystrojona nie jest może tak cudnym drzewkiem, jakie można oglądać w licznych galeriach handlowych. Nie jest tak dostojna, elegancka, ale dla nas jest najpiękniejsza. W dodatku ubierana jest przez samych panów.
W tym roku panowie stanęli na wysokości zadania i cały czas ochoczo nam pomagali. I to od najstarszego do najmłodszego.

 Każdy znalazł dla siebie odpowiednie zajęcie. Szczególne wzięcie miało przystrajanie kruchych, orzechowych babeczek. Udawałam, że nie widzę podkradania bakalii, oblizywania łyżek...



Gdy już zmęczeni padliśmy na kanapy, okazało się, że już pierwsza gwiazdka wzeszła.  Ale wszystko było gotowe; uszka i pierogi  odcedzone, barszczyk w wazie czekał na rozlanie, kutia schłodzona, kompot w dzbanku czekał na wigilijnym stole  pięknie przystrojonym i odświętnie nakrytym. Tylko Jędrek  zmywał jeszcze patelnię po ostatnim kawałku karpia. Szybko zrobiłyśmy się " na bóstwo", bo jak mogłyśmy siadać do Wigilii takie mało odświętne. Makijaż może nie był zbyt precyzyjny, bo raczej pośpieszny, ale reszta była całkiem elegancka. Dzieciakom oczy się śmiały do potraw na stole, do kolorowej choinki, a może do prezentów, które położyliśmy pod jej gałęziami.  Później było jak co roku. Czyli najstarszy mężczyzna, obecnie mój mąż kontynuował tradycyjne  " kochani, zebraliśmy się , jak co roku przy tym wigilijnym stole...." Pomyślałam o tacie, który prawie przez całe moje życie, przed wieczerzą  wigilijną  brał do ręki  biały opłatek i w ten sposób drżącym  ze wzruszenia głosem zaczynał składać nam  wszystkim życzenia... Pomyślałam o mamie, babci, które też zostały  tylko w naszej pamięci... I pomyślałam sobie, że ten łamany opłatek jest jak  pałeczka sztafetowa, którą podajemy sobie z ręki do ręki  przez całe pokolenia. Jest on łącznikiem z osobami, które kochamy. Z żyjącymi, jak również i z tymi , którzy odeszli.

Przypuszczam, że dalsza część wieczoru była taka, jak w większości polskich domów. Wieczerzę kończyło szukanie prezentów pod naszą kolorową królewną. Tło stanowiły kolędy, które uwielbiam, zarówno stare, tradycyjne, jak i te nowsze, a szczególnie Preisnera. Jego "kolęda dla nieobecnych " jest dla mnie majstersztykiem i szczególnie w tym roku oddawała mój nastrój.
Syn z żoną i córkami dotarli do nas dopiero drugiego dnia świąt, a wraz z nimi do Bóbrki dotarły opady mokrego śniegu. Radości i rejwachu było coraz więcej. Przez dwa dni byliśmy razem. Było trochę tłoczno, ale szczęśliwie. Juleczka pomagała nam w kuchni, pełniąc rolę pomywaczki, bo popsuła się nam zmywarka. Nie wiem dlaczego ale od wielu lat w okresie świątecznym przydarza nam się jakaś przygoda z wodą , urządzeniami wodnymi lub rurami albo szambem. Poprzednio zepsuł się bojler, teraz zmywarka, a w mieście co święta, to było odtykania wejścia do szamba....
Z dwojga złego wolę ręcznie zmywać naczynia, niż walczyć ze sprężyną i gmerać w nieczystościach.


Później  stało się tak, jak to dzieje się  co roku. Czas nagle  przyspieszył i zgodnie z powiedzeniem " święta, święta i po świętach" dzień po wspólnym świętowaniu syn musiał wyjechać, bo w sobotę miał stawić się w pracy. Zabrał swoją rodzinkę i część hałasu ale również część radości. Wprawdzie, gdy są wszyscy, to chata pęka w szwach, za to jest bardzo wesoło. A ja jestem bardzo szczęśliwa. Bo babcie tak mają, że je uszczęśliwiają wnuki. Najmłodszy z nich codziennie przyglądał mi się z uwagą. W końcu usiadł mi na kolanach, przytulił się i powiedział, że nie wie czy ja jestem młoda , czy stara. Jego zdaniem jestem pomarszczona jak stara babcia, ale wszystko inne mam  młode. Jestem taka pomarszczona, młoda babcia. I on mnie bardzo kocha.
Powiedziałam mu, że to nie jest niczym dziwnym, bo babcie przeżyły już wiele lat i  dlatego są pomarszczone. Skóra im się zużyła i naciągnęła od ciągłego używania. Nie mają innej skóry w zapasie i muszą chodzić z tą, którą posiadają. A sposób czesania się, ubierania nie musi być stary, bo można pójść do fryzjera i zrobić sobie nową fryzurę. Można też w sklepie kupić sobie nowe, modne ubrania. Mały popatrzył na mnie ze zrozumieniem i powiedział, że szkoda, bo kupiłby mi w prezencie nową skórę.  I na tym temat został zakończony. Wyściskałam go i zapewniłam, że też bardzo go kocham.


Po świętach pogoda była w kratkę. Było trochę śniegu, ale zanim Kornel z tatą zdążyli zrobić bałwana, śnieg zaczął topnieć. I przyszedł sylwester. W tym roku mieliśmy go spędzić częściowo na leskim rynku, bo miał być ciekawy koncert. Niestety od Wigilii Jędrek kaszlał, smarkał, chrypiał. Wprawdzie zaraz po świętach poszedł do lekarza, ale na jego polecenie zwlekał z antybiotykoterapią i posiłkował się jedynie słabszymi medykamentami. Zalegał w swoim fotelu, przesypiał część dnia i obserwował, w którą stronę podąża jego organizm. 
Wieczór sylwestrowy spędziliśmy cudownie. Jeszcze nigdy nie spędzałam sylwestra z bliskimi swojemu sercu w podróży. Otóż Średniak dostał pod choinkę grę planszową " wsiąść do pociągu".  Co wieczór do północy graliśmy rodzinnie, przemierzając trasy Europy. I tak było w sylwestra. W grze może uczestniczyć 5 osób. Im więcej, tym ciekawiej. Graliśmy prawie wszyscy. Północ zastała mnie na trasie do Lizbony.
Grę przerwaliśmy o północy aby wypić lampkę szampana i złożyć sobie  noworoczne życzenia. Po czym wróciliśmy do podróżowania. Było cudnie i bardzo wesoło. Poszliśmy spać około 2 -giej w nocy, dopiero po zakończonej partii .



A pierwszego stycznia obchodziliśmy z najstarszym wnukiem jego 19 urodziny. Życzenia składamy Kacprowi dopiero w Nowy Rok po południu. Chcemy aby wiedział, że to jego wyjątkowy dzień. Oddzielamy więc życzenia noworoczne od urodzinowych.  W tym roku były również świeczki i torcik oraz  inne smakołyki. Wprawdzie Kornel parokrotnie zdmuchiwał świeczki, ale w końcu i Kacperek mógł swoje świeczki sam zdmuchnąć, bo wytłumaczyliśmy maluchowi, że to nie jest jego dzień urodzin. Protestował i marudził, że bardzo długo będzie musiał czekać na swoje urodziny, ale dał się przekonać. A drugiego  stycznia chata opustoszała, ucichła, posmutniała. 

Gdy poprałam wszystkie ręczniki i pościel, odkurzyłam , pościerałam podłogi, poszliśmy na długi spacer . Aura była zimowa, bo w międzyczasie nadeszły opady śniegu.  Zimowym spacerem zaczęliśmy nowy rozdział życia w chacie.







2 komentarze:

  1. Świąteczne dni spędzamy z rodziną w mieście, ale kiedyś będą w chatce, tak sobie obiecuję:-) Jasiek od wczesnego rana w Wigilię wypatrywał pierwszej gwiazdki i doszedł do wniosku, że przecież rano też świecą gwiazdy:-) dla tego oczekiwania, dziecięcej niecierpliwości, a także słów usłyszanych następnego ranka: Babciu, jestem taki szczęśliwy! warto ponieść cały trud przygotowań świątecznych:-) trafnie to określiłaś, przekazywanie pałeczki sztafety pokoleń, z nami jest jeszcze 82-letnia mama męża, a potem to już my, najstarsi; tak się toczy to życie, młyny czasu mielą, mielą, zatem cieszmy się "młodością" naszego wieku, bo choć skóra stara, to serca młode:-) życzę Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku, sobie i Wam zdrowia przede wszystkim; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdecznie Cię pozdrawiam Marysiu! W 2020 roku życzę Ci wszystkiego co najlepsze i wiele zdrowia oraz spełnienia marzeń o świętach w chacie. Jednak najważniejsze jest to abyś spędzała święta z ludźmi, których kochasz i oby ich nie ubywało przy świątecznym stole.

    OdpowiedzUsuń