![]() |
Nie wiem dlaczego, (pewnie jest to
mój brak umiejętności) ale jakoś trudniej mi obecnie korzystać
z Blogera. Coś nieuważnie przycisnęłam i mogę jedynie podpisywać
zdjęcia. Nie mogę pomiędzy nimi wpisywać normalnego tekstu.
Jednak nie o tym chciałam, bo sobie poradziłam inaczej. Po prostu
piszę na innym dokumencie, później wycinam treść i wklejam w
post na blogerze. Ale do rzeczy, czyli do moich przedwiosennych
rozmyślań.
Im jestem starsza, tym więcej czasu
poświęcam śledzeniu ludzkich zachowań, emocjom, ich powodom,
relacjom z ludźmi, obserwacji świata i zachowań ludzi. Mój pobyt
w zasypanej śniegiem chacie pomagał w tym, bo dał mnóstwo czasu i
oprócz możliwości pochłaniania książek, oglądania tv,
spacerów, pozwolił na zagłębienie się w rozmyślaniach.
Wróciłam do miasta, żyję zupełnie
innym życiem, ale zagłębianie się w myślach trwa i trwa.
Dziś mam przedświąteczny nastrój. W
końcu do Wielkanocy pozostało półtora tygodnia. Przygotowujemy
się do świąt. Jędrek niedługo będzie wędził mięso, które
wcześniej do tego przygotował. Przed Bożym Narodzeniem wszystko
świetnie mu wyszło, czemu nie miałby powtórzyć zabawy w masarza
i mieć zdrowsze, smaczniejsze wędliny, niż te ze sklepu.
Ja z kolei coś tam myję, coś
czyszczę , a że najlepiej przy prostych pracach zająć myśli czym
innym, rozdzielam włos na czworo, jak to mówi Jędrek. Jednak tak
mam, że muszę ciągle coś przetrawiać, przyglądać się,
sprawdzać, rozważać... Po co ? Chyba tak mi w życiu łatwiej. Co
przetrawione, dobrze poznane mniej starszy. Najbardziej straszy
nieznane! Ale wracając do moich myśli nieuczesanych, które
starałam się wygładzać, otóż w chacie oprócz poczucia
uwięzienia odczułam dogłębną tęsknotę. I jak to nieprzyjemne
uczucie odkryłam, bardzo zdziwiłam się . Skąd to się wzięło? W
końcu mam u boku Jędrka, telefoniczny kontakt z dziećmi i
wnukami, jestem w miejscu, które kocham, a tu obok mnie zalągł się
smutek. Jest dorodny, wypasiony i nic sobie nie robi ze sztuczek,
jakimi chciałam go wygonić. Początkowo poczułam się bardzo
nieprzyjemnie. Naturę mam raczej pogodną, więc skąd to się
wzięło? Muszę się przyznać, że mimo refleksyjnej natury życie
nie jawi mi się, jako pasmo zmartwień. Szklankę widzę do połowy
pełną... Niby wszystko gra. Nieufnie zagłębiłam się w siebie,
próbując zdiagnozować, co też się we mnie tak radykalnie
zmieniło . – Pewnie hormony! – logika mojego odkrycia była
porażająca, bo co tu dużo mówić, raczej dzierlatką nie jestem.
Ale po głębszej analizie doszłam do wniosku, że to za mało, aby
mnie tak przydusić do gleby. I wtedy podjęłam działania
zaradcze, czyli długie spacery ( brrr, jak było zimno), lekka
lektura, dobra muzyka... Ale dopiero po powrocie z chaty i spotkaniu
z przyjaciółmi popatrzyłam na świat przez różowe okulary. Gdy
usłyszałam wielką radość w głosie przyjaciół, poczułam ich
wewnętrzne wsparcie i usłyszałam tekst” – gdzie ty byłaś tak
długo? Im dłużej ciebie nie było , tym bardziej nam ciebie
brakowało – ” świat pojaśniał. I wtedy pojęłam , że dla
mnie życzliwi ludzie są niesamowicie ważni. Życie z nimi nabiera
barw i smaku. Człowiek musi czuć, że jest dla innych kimś ważnym,
że jego nieobecność jest trudna do zaakceptowania. Nie szastam
słowem „ przyjaźń”. O tym, czy ktoś jest moim przyjacielem,
czy tylko kolegą, koleżanką, znajomym zadecydowało długoletnie
wystawienie naszych relacji na próbę życiowych burz. Przetrwaliśmy
je, a relacje słabe od razu zostały wyautowane. I tym bardziej
siebie szanujemy, możemy na siebie w każdej chwili liczyć co
wielokrotnie sprawdziliśmy. Znamy się jak przysłowiowe „ łyse
konie”. Nie pijemy sobie z dzióbków, a nie raz nie dwa
ochrzanialiśmy siebie, bo przede wszystkim jesteśmy wobec siebie
szczerzy. Przyjaźń pomiędzy ludźmi rodzi się przez długie lata.
Zauważyłam, że najdłużej trwają przyjaźnie od czasów naszej
wczesnej młodości. Nawet, jeśli jesteśmy daleko, to na spotkaniu
po latach jest tak, jakbyśmy rozstali się wczoraj. Cieszę się ,
że wokół mnie są tacy szczerzy i dobrzy ludzie, na których w
każdej chwili można liczyć. Jeśli odczuwają moją nieobecność,
czyli i ja im jestem niezbędna. I to jest
piękne, że ciągle jeszcze wartości takie jak miłość i przyjaźń
nie dewaluują się w naszym zwariowanym świecie.
|
Wycieczka była cudna. Sentymentalna. Mimo bieli, której zaczynam nie
trawić, powietrze było jak kryształ, a okolice prawie tak piękne, jak
bieszczadzkie. W końcu to góry Opawskie. Podczas powrotu pod Prudnikiem odkryliśmy takie stareńkie cudeńka. Szkoda, że umrą śmiercią naturalną, ze starości. Właściciel jest nieosiągalny! Ale miejsce jest urocze, a obiekt może być świetnym tematem obrazu |