wtorek, 18 lipca 2017

Wyluzowana chata w kwiatach, grzybach i.... nowa mieszkanka

 A u nas kolorowo. Jedne kwiaty zakwitają, drugie przekwitają, a trzecie szykują się ... Minęło półtora miesiąca od mojego ostatniego wpisu. Dwukrotnie byłam w tym czasie w mieście. Po każdym powrocie zastawałam Wyluzowaną piękniejszą.

                                    Była bardziej kolorowa i bujniejsza. Drzewa rozrastają się.

 Trawa gna do góry na potęgę. Koszenie nie powstrzymuje inwazji ziół, traw, kwiecia. Moje roślinki, nasadzone z końcem maja w pojemnikach szaleją. Pogoda sprzyja . Mokro, ciepło...to i rajsko.





                                                Jaśmin wyrósł i w czerwcu pokazał swoją urodę.
                                  Widzę go z okna kuchni. I przyprawia mnie o dobry humor.


                                                       I piwonie rozrosły się, aż miło.
 A zachody słońca są tak bardzo widowiskowe, że nie muszę szukać za granicą pięknych widoków.
                                                 Teraz jest okres kwitnienia liliowców.
 A pewnego dnia pojawiła się zabiedzona i zaniedbana kotka. Wybrała Wyluzowaną i nas. Zrobiło się nam żal zakleszczonej, zapchlonej kocicy. Zaczęliśmy dokarmiać. Odpchliliśmy, odkleszczyliśmy. I została. Adoptowała Wyluzowaną.
              Nazwałam kota Kiziamizia, bo to jest ONA i lubi się łasić. Reaguje na nasz głos oraz imię.
 Gdy na cały tydzień wyjechaliśmy do miasta, serwowaniem jedzenia zajęła się nasza znajoma. Podawała  do miski to, co zostawiłam dla kota w lodówce i zamrażarce. Wołała, ale kot nie przybiegał. Tylko z miski znikało jedzenie. Gdy pojawiliśmy się w niedzielny wieczór, kotka przybiegła do samochodu i  głośnym miałczeniem wyraziła swoje pretensje.  Później miałam problemy z dojściem do domu, bo stęskniona wiła się między moimi stopami. Nakarmiona, napojona zniknęła , aby pojawić się następnego dnia. Jest bardzo niezależnym kotem. Ale dobrze słyszy, gdy rankiem wstajemy. Wtedy przybiega pod okno i domaga się śniadania.

 A to ziemniaki z  workowych upraw mojego męża. W jutowych workach rosną sobie pomidory i ziemniaki. Już było pierwsze podbieranie kartofelków. Są i to w dużych ilościach.
                                       A zamiast tyczek do pomidorów Jędrek użył sznurków.


 Brakuje nam jeszcze ogórków. Postanowiliśmy w przyszłym roku nasadzić je pod płotem, aby wspięły się po siatce.


               No i mamy już sporo nasuszonych grzybków z naszej Wyluzowanej i okolic. I takim oto      sposobem staliśmy się wieśniakami.

           Zrobiłam też prawdziwy barszcz ukraiński, z zakwasem ogórkowym i pomidorami. Tylko zamiast fasoli zgotowałam bób. Pychota!
        Mamy też  floksy z babcinego ogródka, ale pachną! To zapach lata w moim rodzinnym ogródku.Zapach wakacji z dzieciństwa.


                                             Mamy też poziomki na skraju ogrodu.

                    A dziś rano Kiziamizia pochwaliła się złowioną myszą. Pokazała, że nie jest darmozjadem. I zapracowuje na pełną miskę.


2 komentarze:

  1. Jaśmin ma piękny, niebanalny zapach, miałam go kiedyś ale tyle łapał czarnych mszyc, że żadna ilość biedronek im nie podołała.
    Workowe uprawy to taka parmakultura? To fajny pomysł, bo nie trzeba zbijać skrzynek.
    Do lasu jeszcze nie wchodzę, za gorąco, więc nie wiem, czy są już grzyby. A Kiziamizia cudna i dobrze, że Was wybrała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Krystynko! Miałam znowu przerwę w tworzeniu postów z powodów okulistycznych. Teraz już w porządku. Mogę siedzieć więcej przy komputerze, ale czasu mniej, bo nadrabiam zaległości w pisaniu. Kocham jaśmin i jego zapach. Mój całe szczęście nie ma mszyc. Workowe uprawy zostały podpatrzone na facebooku. Sprawdzają się. Czekamy na pomidorki, które na razie są zielone, ale ładnie rosną w siłę i potęgę. Moje doniczkowe zioła też bujne. Puk , puk . Odpukuję, aby nie zapeszyć. Kiziamizia jest niezależna i dochodząca. Zjawia się, gdy zgłodnieje. Przynosi myszy i na naszych oczach pożera.Chwali się łupami! Ale połasuchować w swojej misce lubi.Już nie ma pcheł i kleszczy. Za tydzień znowu posmarujemy jej sierść między łopatkami i znowu na jakiś czas będzie spokój.Pozdrawiam serdecznie;)

    OdpowiedzUsuń