piątek, 21 października 2016

Oczami dziecka - "Dlaczego jesienny winobluszcz stracił swą urodę w ciągu tygodnia ?"


   -- Babciu, dlaczego już nie ma lata? -- zapytała Julia, wbiegając do pokoju. Ton głosu wskazywał na ogromną pretensję do całego świata.
   --  Tylko nie mów mi o porach roku, bo ja chodzę do szkoły i wiem, że są cztery pory roku , a po lecie przychodzi jesień. I takie inne tra, la ,la... Nie o to mi chodzi. -- podkreśliła.
 Znad okularów popatrzyłam uważnie  na wnuczkę. Odłożyłam książkę  i powiedziałam.
-- No to musisz mi wyjaśnić, o co ci chodzi, bo nie rozumię pytania. Czy chodzi Tobie o to, że na dworze zrobiło się chłodno i musisz chodzić do szkoły? Czy też o to, że na ścieżkach leżą liście, a drzewa są coraz bardziej łyse?
-- Właśnie chodzi mi o ogród. Czy ty ostatnio patrzyłaś jak jest na ogrodzie? Mówię Ci, OHYDA ! --  Julia użyła swojego ulubionego słowa i położyła obie dłonie na biodrach.
 -- A co ohydnego widzisz w ogrodzie? -- z uwagą patrzyłam we  wzburzone oczy Julci.
-- No jak to co? Wszystko! Jest ohydna mokra trawa, nie można rozłożyć koca. Poza tym jak można patrzeć na takie ohydne, zwiędnięte kwiaty. Po prostu całe są suche i brązowe. Tu sterczą jakieś patyki, tam leżą mokre liście, kolory gdzieś uciekły. Nie ma gdzie grać w paletki. Dobrze, że została huśtawka, bo z nudów można paść.

-- Ale jakoś nie padłaś. -- stwierdziłam -- Widzę, że nawet całkiem  dobrze się czujesz.
-- Nie bardzo, bo mi się w domu nudzi. Ale czy możesz mi wyjaśnić, co stało się z pięknym bluszczem, który jeszcze wczoraj gęstym dywanem przykrywał mur? Dzisiaj widziałam na trawniku pełno liści, a bluszcz jest łysy i coraz brzydszy. Ja się pytam, co stało się z latem? Czy ktoś może mi powiedzieć?
-- Jak bardzo tego chcesz, to opowiem ci pewną historyjkę, która wyjaśni dlaczego bluszcz stracił swoją urodę. Tylko musisz mi obiecać, że w sobotę, jeśli tylko nie będzie deszczu, pomożesz mi i dziadziowi w porządkowaniu ogrodu. Umowa stoi?
Julia zaczęła skakać na lewej nodze.  Musiała gdzieś wyskakać swoje zniecierpliwienie, a na dworze zaczął właśnie padać deszcz. Gdy zmęczyła się, podbiegła do mnie i przytuliła się.
-- Umowa stoi. Opowiedz mi o tym bluszczu, a ja pomogę na ogródku. Będę pomagała dziadziusiowi w noszeniu kosza z zielskiem.
-- Czy mogłabyś mi zrobić kisiel z jabłuszkami ? Tak, aby mi było lepiej słuchać o bluszczu. Proszę!
-- Jak tak pięknie potrafisz używać słów kluczy, to oczywiście zaraz będzie kisiel.  -- zapewniłam .
 Za dziesięć minut Julia usadowiła się na sofie. Oparła na poduszkach. Na stole parował pachnący kisiel ze startym jabłkiem.

-- To słuchaj! Dawno temu, kiedy nasza Matka Ziemia była jeszcze bardzo młoda i piękna, kiedy rosły na niej bujne rośliny, powstały cztery królestwa. Stało się to z powodu zamiłowania Ziemi do spokoju. Ziemia miała czwórkę dzieci. W tym dwie córki i dwóch synów. Podzieliła więc swoje wielkie terytorium pomiędzy dzieci, aby między nimi nie było sporów o sposób rządzenia. W jednym królestwie rządziła królowa Wiosna, w drugim król Lato, w trzecim królował brat Lata , Jesień, a w czwartym siostra Zima. Każde z dzieci Ziemi miało inny charakter i inne zamiłowania. I tak Wiosna była radosna, lubiła śpiewać, tańczyć, biegać. Jednak była trochę nieuważna i roztrzepana. Czasem złościła się i płakała, a czasem robiła różne psikusy. Mogłabym powiedzieć, że usposobienie miała bardzo podobne do twojego moja wnuczko. --  puściłam do Julii perskie oczko.
-- Ale słuchaj dalej! Lato był również wesołym władcą, ale bardziej rozważnym, powolniejszym, jakby trochę ospałym. Nie sprawiał nikomu żadnego kłopotu. Lubił obdarowywać innych różnymi prezentami. Zawsze można było na niego liczyć i był wspaniałym przyjacielem.Zachowywał się dostojnie i spokojnie. Natomiast Jesień , który był bardzo podobny do Lata, charakter miał trudniejszy. Był bardziej energiczny, mniej zrównoważony. Często złościł się, krzyczał, ale równie często uśmiechał i zapewniał, że wszystkich kocha. Chętnie obdarowywał bliskich i obcych różnymi prezentami. Często tyle prezentów rozdawał, że nie zostawiał dla siebie niczego i rodzeństwo twierdziło, że swój majątek potrafi ogołocić do zera. Był doskonałym kompanem. Ludzie o takich mówią, że jest " i do tańca i do różańca". Jednak, jak wpadał w złość, to potrafił nieźle narozrabiać i wtedy stawał się podobny do siostry Zimy, która była surową władczynią. Zawsze oschła, rzadko się uśmiechała. Dbała, aby w jej państwie było bardzo czysto i wszyscy przestrzegali zasad. Biada tym , którzy  zaniedbywali swoje obowiązki. Zostawali surowo ukarani, a Zima miotała się po swoim państwie i szalała ze złości. A wtedy nawet dzieci w szkołach śpiewały " uchu, ha, uchu, ha nasza Zima zła. " Ale miałam opowiedzieć o winobluszczu. W więc w państwie Jesieni żył sobie dostojny Bluszcz. Był piękny, trójklapowy, kolorowy. Wszystkie drzewa i inne bluszcze zazdrościły mu barwy, jaką otrzymał w prezencie od Jesieni. A on rozrastał się z dumy , wspinał coraz wyżej po szczeblach drabiny, wchodził na pochyłe drzewa , a  nawet na kamienne mury. Patrzył na wszystkich z góry. Był pewien, że Jesień go wyróżnia i w końcu nada mu order szczególnie zasłużonego dla państwa Jesieni. Naśmiewał się z innych, a to że mało kolorowi, niepozorni, mali itd. Według Bluszcza nikt nie był jemu równy i nawet przestał liczyć się z wysokimi kilkuset letnimi sosnami, twierdząc, że ubogie, bo cały czas noszą ciemnozielone igły. Z potężnych dębów drwił, że zwaliste, niezdarne, mają małe żołędzie i tracą liście. Każdemu przypiął jakąś łątkę, aż pewnego razu mieszkańcy państwa Jesieni , poskarżyli się władcy. Król wpadł w straszną złość, bo trafiło to na jego bardzo zły dzień.  Bolały go stawy i głowa. Usłyszał też, że zbliża się do jego terytorium siostra Zima, za którą nie przepadał, bo czasem bez pytania wchodziła i niszczyła mu różne piękne roślinki.
Jesień nie lubił pychy i czczych przechwałek, więc postanowił upiec sobie dwie pieczenie na jednym ogniu. Rankiem posłał na granicę swojego państwa posłańca z zaproszeniem dla Zimy. Przyjął siostrę w swoim zamku godnie i w prezencie podarował jej najbardziej kolorową roślinę ze swojego ogrodu. Wieczorem Zima wyjeżdżała. Dotknęła swoimi lodowymi dłońmi bluszcz. Zachwycona pięknym czerwonym dywanem, pogładziła kolorowe listki i zabrała ze sobą. Następnego dnia rankiem Jesień zobaczył pod oknami zamku rozsypane na trawniku czerwone listki, a ściana kamiennego muru pokryta była siatką gołych łodyg winobluszczu. Tylko gdzieniegdzie pozostały samotne czerwone  listki. To Zima nocą oddała swój prezent, który utracił swoją urodę.
-- Teraz już wiem dlaczego winobluszcz traci urodę. Piękna bajka. Dziękuję Ci babciu. Gdy popatrzę na nasz winobluszcz, to przypomni się ta historia. Teraz biegnę do domu. Jutro o dwunastej jestem u was i pomagam. -- zakręciła się i wypadła z domu.
-- Szalik ! --  nie zdążyłam dogonić niesfornej wnuczki.



Ten post powinien być na blogu" baju, baj, " ale jakimś cudem napisałam go na " ChatoMani".
  -- Niech zostanie -- pomyślałam -- przecież wymyślanie bajek dla wnuczki to również moje życie.

4 komentarze:

  1. MAsz fantazje, sliczna bajka! przeczytalam z przyjemnosci mimo, ze nie jestem niesforna dziewczynka! pozdrawiam serdecznie , w Portugalii pan Jesien tez robi swoja robote.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę Ci, aby portugalski pan Jesień był wspaniałomyślny i hojny. wszystkiego dobrego :)

      Usuń
  2. Bożenko, jaka urokliwa bajka z mądrym morałem. I pięknym językiem opowiedziana. U mnie jeszcze na gałązkach winobluszczu mnóstwo granatowych koralików, będą kosy miały uciechę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dzięki Twojemu postowi powstała ta bajka. A co do kosów, to uwielbiam patrzeć przez okno łazienki, jak zimą, czy wiosną wczesnym rankiem jedzą śniadanie. Wyglądają jak szare puchate kulki, które obsiadły nasz stok porośnięty irgą. Ze smakiem połykają czerwone owoce irgi.Są zaspane i zziębnięte. Najedzone odzyskują wigor i ochotę do życia. pozdrawiam. :)

      Usuń